piątek, 8 kwietnia 2016

Czwarty.



Założyłam bloga, obiecałam systematyczność, a teraz znowu go zaniedbuję. Chociaż.. właściwie to nie jest tak, że nie pamiętam o moim blogu, po prostu tyle sytuacji ostatnio miało miejsce w moim życiu, że powoli nie wiem jak mam to wszystko ogarnąć. Pierwszą i w zasadzie główną zmianą w moim życiu jest kupno mieszkania. Znalezienie tego idealnego pochłonęło cały mój wolny czas. I nie – to nie jest tak, że próbuję się teraz w jakiś sposób wytłumaczyć, po prostu była to dla mnie kompletnie nowa sytuacja, tym bardziej, że nikt mi w tym nie pomagał i zajmuję się tym wszystkim sama. Mieszkanie znalezione, umowa podpisana, czekam na lipiec i moment kiedy będę się tam mogła wprowadzić. Poza szukaniem mieszkania praktycznie całe dnie zajmowała mi moja praca. Wyjazd kierownika w delegację na dwa miesiące wiąże się z większą ilością obowiązków, zmianą grafiku, douczaniem stażystów. Wracam do domu późnym wieczorem i idę spać. Głupie tłumaczenie, ale naprawdę nie mam czasu na nic.              
Najbardziej jednak dobija mnie fakt, że przez to wszystko oddalam się od ludzi na których naprawdę mi zależy. I siedząc w dzień wolny od pracy, po załatwieniu wszystkiego co było do załatwienia, siadam z kubkiem herbaty i zdaję sobie sprawę, że naprawdę brakuje mi tego, że mogłam zadzwonić w każdej chwili, że całodniowe rozmowy o pierdołach i o rzeczach ważnych naprawdę się skończyły. Z drugiej strony jednak, gdy ta druga osoba oddala się od Ciebie tak po prostu, jeszcze bardziej zniechęca. Patrząc na to, jak rozmawiamy w tej chwili nie sądzę, że cokolwiek w tej sytuacji się zmieni. Nie należę do osób, które są wylewne i mówią o swoich uczuciach. Ukrywam to w środku, a potem tylko siadam i zastanawiam się czy cokolwiek na ten temat napisać, czy zatrzymać to dla siebie. To właśnie dlatego, że boję się reakcji drugiej osoby – tego, że to co czuję może się dla niej wydać śmieszne i lepiej jest nie mówić nic, niż narazić się na śmieszność. Wiem, że to wiąże się też z tym, że ludzie w ten sposób oddalają się od siebie, ale co poradzę. Ludzie odchodzą,  oddalają się od siebie, a potem zrywają kontakt, a ich rozmowy to zwykłe ‘cześć’.  Co w tej sytuacji zrobić? Nie wiem… Najchętniej poczekałabym na to, jak sytuacja się rozwinie, z drugiej strony jednak boję się, że stracimy kontakt całkowicie, ale przecież już nie raz ktoś odchodził z mojego życia bez pożegnania, więc kolejna taka sytuacja nie będzie zaskoczeniem.
Właściwie nie wiem dlaczego o tym wspomniałam, skoro wydawać się może, że w tej chwili jestem na takim etapie w swoim życiu, że wszystko się układa. Tak naprawdę nie pokazuję tego, że w rzeczywistości jest inaczej. Nie chcę i nie lubię, gdy ktokolwiek się nade mną lituje lub współczuje.
W tej chwili potrzebuję mocnego kopa w tyłek, jakiegoś impulsu i właśnie tej całodniowej rozmowy o pierdołach, żeby wiedzieć, że nic się nie zmieni.
Udanego weekendu!

niedziela, 28 lutego 2016

Trzeci.

Cześć.
W poprzednim poście pokazałam Wam małą część mojego rodzinnego miasta, natomiast w tym chciałam Wam pokazać miasto, które uwielbiam, do którego wracam co rok. Zurych. Miasto w Szwajcarii, które urzekło mnie już wtedy, kiedy pierwszy raz je odwiedziłam. Swoją pierwszą podróż do Zurychu odbyłam w roku 2002. Miałam wtedy 10 lat i było to dla mnie coś w postaci prezentu komunijnego.

Teoretycznie mogłabym skopiować Wam z internetowej encyklopedii notkę o Zurychu, ale to nie o to chodzi. Jest to największe miasto w Szwajcarii, a mimo wszystko nie jest to jej stolica. Za co ja uwielbiam to miasto?  Za architekturę, za to, że w stare budynki wspaniale wkomponowane są nowoczesne budowle. Miasto z każdej strony otoczone jest górami. Przez Zurych przepływają dwie rzeki oraz w pobliżu jest również Jezioro Zuryskie. Z gór, które otaczają miasto z każdej strony, jest na nie wspaniały widok. Dodatkowo Zurych - jak i cała Szwajcaria - jest bardzo tolerancyjny. Można w nim spotkać narodowości z całego świata. W Zurychu odbywa się również wiele Festiwali i Parad ulicznych. Najbardziej znanymi są Zurich Openair oraz Streetparade.

Wpisując w wyszukiwarkę najbardziej znane atrakcje Zurychu pojawia się ich mnóstwo. Dla mnie osobiście największą atrakcją była ulica dworcowa. To właśnie na tej ulicy znajduje się ogromna ilość sklepów, począwszy od projektantów z górnej półki jak np. Dolce&Gabbana lub Chanel, po sieciówki typu H&M lub Zara. Pięknym też okazała się Uetliberg, z której widać było całą panoramę miasta. Całe miasto urzekło mnie tym, że cały czas tętni w nim życie. W Zurychu spotkać można wielu turystów z całego świata, pustki na ulicach raczej się nie zdarzają. Najwięcej ludzi spotkać można na wcześniej wspomnianej ulicy dworcowej oraz w okolicach rzeki, na trawnikach tam lub w parku. 

Poniżej mało profesjonalne moje zdjęcia miasta.

















Część zdjęć jest z zeszłego roku, natomiast część z roku 2010, więc mogą różnić się trochę jakością.

Miłego Wieczoru!!

środa, 24 lutego 2016

Drugi.

Cześć!

Chciałabym Wam dzisiaj pokazać małą część mojego miasta. W związku z tym, że jestem fotografem amatorem, spędziłam weekend z moim aparatem fotograficznym. Nie jest to nic profesjonalnego, ale od razu pomyślałam o  tym, żeby wrzucić te zdjęcia właśnie tutaj.

Jednocześnie był to też spacer z moimi psami. Trzyletnią Lusią i półrocznym Luisem.



 Lusia - moje oczko w głowie. Ma trzy lata, jest ze mną rok. Najsłodsze stworzenie na świecie, bardzo spokojna, ale też radosna.


 Pałac Biskupi, Włocławek, Bulwary.


 Kłódki zakochanych na moście na Przystani nad Wisłą. Linki niestety nie są na tyle wytrzymałe, aby wytrzymać ciężar dużej ilości kłódek i kilka z tych linek zostało już zerwanych.


 A to jest Luis, oczko w głowie moich rodziców. Nawet się nie spodziewaliśmy wszyscy, że narodziny takiego małego stworzenia wniosą tyle radości do naszego domu. Tak - Luis to szczeniak Lusi.


 Widok na Włocławską Katedrę. Widok z Parku im. Henryka Sienkiewicza.


 Włocławska Katedra, a w zasadzie jej wieże. Najstarsza i najbardziej znana budowla we Włocławku.


Most nad Zgłowiączką, część parku w drodze na Włocławską przystań.


 Miał być widok na całe miasto, niestety okolica punktu widokowego tak zarosła drzewami, że ciężko było dojrzeć cokolwiek, być może latem uda się zrobić ciekawsze zdjęcie.


Widok z bulwarów na Most Włocławski, zdjęcie odrobinę rozmyte, tylko dlatego, że było tak zimno wieczorem, że na prawdę ciężko było utrzymać aparat w dłoni. 

I o to ciekawsze zdjęcia z mojego spaceru. Jak już wcześniej wspominałam - żaden ze mnie profesjonalista, jedynie amator. Ale lubię od czasu do czasu wyjść na taki spacer. Moje psy chyba też to lubią. 

Miłego dnia!

piątek, 12 lutego 2016

Pierwszy.

Właściwie nie wiem co mi przyszło do głowy, żeby znów tu wrócić. Być może potrzeba "wygadania" się. Podsumowując wszystko co się wydarzyło w moim życiu w ostatnim czasie to jednak jest najlepsza forma. Nie wiem jak długo w tym wytrwam, ale wiem, że to na pewno pomoże mi jakoś sobie wszystko uporządkować i poukładać.

Może na początek coś o mnie. Na imię mam Anka, mam 24 lata (prawie, ale rocznikiem tak). W czerwcu zeszłego roku skończyłam studia i już dwa lata pracuję jako doradca klienta u operatora telefonii komórkowej. Nie pracuję w zawodzie, bo z wykształcenia jestem germanistką i raczej w zawodzie pracować nie będę, ale tylko i wyłączne dlatego, że lubię swoją pracę. Jeżeli chodzi o mój charakter, to podobno jest paskudny - tak mówią. Podobno też jestem pesymistką. Być może tak, ale wolę się pozytywnie zaskoczyć, niż rozczarować. Jestem niecierpliwa i szybko się denerwuję. Bardzo szybko przyzwyczajam się do ludzi i nie lubię gdy ktoś mnie zawodzi. Może to dlatego, że ja zawsze staram się być dla kogoś, jeżeli mnie potrzebuje. Mam dziwne poczucie humoru, niewiele rzeczy mnie śmieszy, wolę raczej czarny humor. Jestem sobą, robię co chcę, mówię to co mi ślina na język przyniesie, co nie zawsze jest dobre, ale cenię sobie szczerość i sama jestem szczera. Lubię ludzi którzy potrafią rozmawiać o pierdołach. I najważniejsze, nic nie muszę, ewentualnie mogę.