Założyłam bloga, obiecałam
systematyczność, a teraz znowu go zaniedbuję. Chociaż.. właściwie to nie jest
tak, że nie pamiętam o moim blogu, po prostu tyle sytuacji ostatnio miało
miejsce w moim życiu, że powoli nie wiem jak mam to wszystko ogarnąć. Pierwszą
i w zasadzie główną zmianą w moim życiu jest kupno mieszkania. Znalezienie tego
idealnego pochłonęło cały mój wolny czas. I nie – to nie jest tak, że próbuję
się teraz w jakiś sposób wytłumaczyć, po prostu była to dla mnie kompletnie
nowa sytuacja, tym bardziej, że nikt mi w tym nie pomagał i zajmuję się tym
wszystkim sama. Mieszkanie znalezione, umowa podpisana, czekam na lipiec i
moment kiedy będę się tam mogła wprowadzić. Poza szukaniem mieszkania
praktycznie całe dnie zajmowała mi moja praca. Wyjazd kierownika w delegację na
dwa miesiące wiąże się z większą ilością obowiązków, zmianą grafiku, douczaniem
stażystów. Wracam do domu późnym wieczorem i idę spać. Głupie tłumaczenie, ale naprawdę
nie mam czasu na nic.
Najbardziej jednak dobija mnie
fakt, że przez to wszystko oddalam się od ludzi na których naprawdę mi zależy.
I siedząc w dzień wolny od pracy, po załatwieniu wszystkiego co było do
załatwienia, siadam z kubkiem herbaty i zdaję sobie sprawę, że naprawdę brakuje
mi tego, że mogłam zadzwonić w każdej chwili, że całodniowe rozmowy o
pierdołach i o rzeczach ważnych naprawdę się skończyły. Z drugiej strony
jednak, gdy ta druga osoba oddala się od Ciebie tak po prostu, jeszcze bardziej
zniechęca. Patrząc na to, jak rozmawiamy w tej chwili nie sądzę, że cokolwiek w
tej sytuacji się zmieni. Nie należę do osób, które są wylewne i mówią o swoich
uczuciach. Ukrywam to w środku, a potem tylko siadam i zastanawiam się czy
cokolwiek na ten temat napisać, czy zatrzymać to dla siebie. To właśnie
dlatego, że boję się reakcji drugiej osoby – tego, że to co czuję może się dla
niej wydać śmieszne i lepiej jest nie mówić nic, niż narazić się na śmieszność.
Wiem, że to wiąże się też z tym, że ludzie w ten sposób oddalają się od siebie,
ale co poradzę. Ludzie odchodzą,
oddalają się od siebie, a potem zrywają kontakt, a ich rozmowy to zwykłe
‘cześć’. Co w tej sytuacji zrobić? Nie
wiem… Najchętniej poczekałabym na to, jak sytuacja się rozwinie, z drugiej
strony jednak boję się, że stracimy kontakt całkowicie, ale przecież już nie
raz ktoś odchodził z mojego życia bez pożegnania, więc kolejna taka sytuacja
nie będzie zaskoczeniem.
Właściwie nie wiem dlaczego o tym
wspomniałam, skoro wydawać się może, że w tej chwili jestem na takim etapie w
swoim życiu, że wszystko się układa. Tak naprawdę nie pokazuję tego, że w
rzeczywistości jest inaczej. Nie chcę i nie lubię, gdy ktokolwiek się nade mną
lituje lub współczuje.
W tej chwili potrzebuję mocnego
kopa w tyłek, jakiegoś impulsu i właśnie tej całodniowej rozmowy o pierdołach,
żeby wiedzieć, że nic się nie zmieni.
Udanego weekendu!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz